Monitoring w pracy to już codzienność – kamery w biurach, na halach czy parkingach nikogo nie dziwią. Pracodawca ma prawo ich używać, ale tylko wtedy, gdy wcześniej poinformuje pracowników. Nagrania z monitoringu mogą potem posłużyć jako dowód w sądzie, np. w sprawie o kradzież.
Pojawia się jednak pytanie: co z nagraniami, o których pracownik nie wiedział? Czy np. potajemne nagranie rozmowy albo ukryta kamera mogą być dowodem? Jak patrzą na to sądy?
Orzecznictwo pokazuje, że nagrania wykonane bez zgody pracownika mogą być dowodem – jeśli da się potwierdzić ich autentyczność, nie ma przepisu, który wprost zabrania takich dowodów.
Sądy badają, czy nagranie nie narusza w rażący sposób prawa do prywatności albo zasad współżycia społecznego, jeśli nagranie zostało zdobyte w sposób przestępczy (np. podsłuch założony bezprawnie), ryzyko, że sąd je odrzuci, jest dużo większe.
Przykład z praktyki: pracodawca podejrzewał kradzież paliwa i zamontował kamery bez informowania załogi. Nagrania ujawniły sprawców. Sąd uznał, że w tej sytuacji dowód można wykorzystać, bo pracodawca miał uzasadniony interes – ochronę swojego mienia.
Co to oznacza w praktyce?
Monitoring jawny (kamery widoczne, pracownicy poinformowani) – to bezpieczna i legalna forma kontroli, a nagrania z niego stanowią pełnoprawny dowód.
Nagrania ukryte (rozmów czy obrazu) – mogą być dopuszczone przez sąd, ale zależy to od okoliczności. Jeśli cel jest uzasadniony i nagranie nie powstało w wyniku przestępstwa, szanse są większe.
Granica: jeżeli nagranie powstało w sposób rażąco naruszający prywatność albo prawa pracownika, sąd może je odrzucić.

